#4 nauka

Pierwsze miesiące mojego bycia wystarczająco dobrą upływają na wnikliwej nauce tego jak się uczyć być wystarczająco dobrą. Jest to bardzo przyjemne, fascynujące i wciągające. Uważam, że chcąc naprawdę coś zmienić należy się do tego odpowiednio przygotować. Poza mentalnymi zmianami, które już nastąpiły, chciałabym się uczyć. Tak po prostu. Być może właśnie te zmiany determinują moje nowe zachcianki intelektualne.  Otworzyłam swoją głowę na nowe idee, myśli, koncepcje. Staram się oglądać dookoła siebie nim zrobię następny krok. Po raz pierwszy w życiu wiedza i nauka stała się dla mnie przyjemnością.

Po pierwsze chcę się dowiedzieć JAK się uczyć. Porażkę swojej edukacji wczesnoszkolnej i licealnej upatruję między innymi w tym, że nie miałam zielonego pojęcia jak się za to zabrać. Nie było również nikogo, kto wskazał by mi odpowiednią drogę. Klasyczna forma edukacji nie sprawdziła się na najmniejszej w klasie, bardzo niepewnej siebie dziewczynce, którą w 35 osobowej grupie posadzono w ostatniej ławce. Nikt nie przedstawił mi wiedzy, nauki, jako czegoś naprawdę interesującego czy fascynującego. Nie pokazano mi jakie możliwości  ona stwarza. Nauka była przymusowa, nieciekawa i nieprzyjemna. Nie wiedziałam, że powinna być traktowana jak przywilej. Jestem w grupie ludzi, którzy mają powszechny dostęp do edukacji, bibliotek, a teraz internetu. Jestem niesamowitą szczęściarą! Dlaczego nie wpadłam na to wcześniej!

Od dzieciństwa prześladuje mnie przekonanie, że jest już dla mnie za późno. Jak byłam mała, tata zapytał czy na pewno chcę tę lalkę, której włosy zmieniają kolor pod wpływem prostownicy czy wolałabym jednak dostać w prezencie keyboard. Chciałam i jedno i drugie. Lalka miała niezwykły zapach nowości, luksusu, pachniała jak moje marzenie. W tamtej chwili zdecydowałam, że chcę lalkę. Byłam przekonana, że odnośnie grania na keyboardzie podjęłam decyzję życia. Już nigdy na nim nie zagram bo wybrałam lakę.

Gdy byłam w podstawówce chciałam tańczyć, lecz nim ta myśl z marzenia przeistoczyła się w chęć zmierzenia się z własnym ciałem, dowiedziałam się, że jestem już na to za stara. Chcąc nauczyć się tańczyć trzeba być małym brzdącem i chodzić regularnie na lekcje, na które i tak nas nie było stać.  Tańczyłam w domu do teledysków w najnowszym programie satelitarnym MTV, który odbierałam na 14 calowym telewizorze.

Pod koniec podstawówki byłam zafascynowana głosem Whitney Houston. Jej I will always love you pobrzmiewało w moich uszach setki razy ze zdartej kasety, odtwarzanej na walkmanie firmy Sanyo. Chciałam śpiewać, ale nim zaczęłam się zmierzać ze swoim głosem, ktoś mnie uprzedził, że nigdy nie będę tak dobra jak Whitney, ponieważ ona miała talent, którego ja zapewne nie mam. Śpiewałam w domu do dezodorantu, tak żeby nikt nie słyszał. Niestety dla mojego brata, nie zawsze się to udawało.

Czas, kiedy uważam, że na wszystko jest już za późno minął już dawno. Jednak ta świadomość nie miała do tej pory znaczenia, ponieważ mój system obronny wprowadził następną przeszkodę w postaci strachu. A z nim już nie ma żartów. Strach się bać…

Na studiach dowiedziałam się, że nie muszę się uczyć. Ale jak to, nie muszę? To po co są te studia? Studia są po to by zdawać egzaminy, napisać pracę i zdobyć magisterium broniąc jej. Najłatwiej jest to zrobić ucząc się, ale nie jest to jedynie rozwiązanie. Dowiedziałam się również na jakich zasadach działa stypendium naukowe.  Wystarczy, że dobrze zdam egzaminy. Miałam do wyboru pójcie do pracy w markecie lub nauka i zdobycie stypendium. To drugie okazało się całkiem proste, więc sprawa finansów na studiach była rozwiązana. W marketach pracowałam z pobudek towarzyskich. Zawsze było to połączone z wyjazdem ze znajomymi do dalekiej Warszawy na ten przykład.

Tak naprawdę nie chciałam w ogóle iść na studia, ani pracować. Nie wiedziałam czego chcę bo nie miałam okazji się o to siebie zapytać, sprawdzić czegokolwiek, przekonać się na własnej skórze. System w który zostałam wtłoczona zupełnie wypaczył moje samodzielne myślenie, lub to czym je nazywałam. Prawdziwa wolność to przecież prawdziwe wolne świadome wybory, a nie wybór mniejszego zła lub „bo ludzie muszą…” (wpisz dowolny przymus społeczny, który nazywany jest wyborem życiowym).

Skończyłam archiwistykę z bardzo dobrym wynikiem i dostałam wymarzoną pracę w Archiwum Państwowym  w sektorze budżetowym. Kilkudziesięciu chętnych na to miejsce. Sukces! Pewna, łatwa, lekka praca. Stałe godziny, pewność zatrudnienia, urlop bez problemów, niska, ale stała płaca, a do tego premie i trzynastka. Marzenie. Na prawdę nie potrzebowałam niczego więcej. Zaczęłam dużo podróżować, pieniądze nie były problemem (każdy kto choć raz wyruszył w podróż z ograniczonym budżetem, potwierdzi). Potem stabilizacja, dziecko i okazało sie nagle, że nie mam czasu. Na 24 godziny w ciagu doby mogę liczyć na 1-2 godziny naprawdę dla siebie. Oczywiście jeśli je sobie ze snu oderwałam.

W grudniu tego roku minie 10 lat mojej pracy w zawodzie, który przestał mnie interesować. Co więcej,  zaczynam wierzyć w przekonanie, że nic poza obiektywną wiedzą, faktami o przeszłości i konsekwencjach pewnych wydarzeń, zachowań, idei, to historia jako taka nie jest nam do niczego potrzebna, a nadmierne interpretowanie wydarzeń prowadzi czasem do kuriozalnych wniosków. Nie potrafię uznać historyków za wróżki, choć oni czasem chcieliby nimi być. Nie da się wejść w daną okoliczność bez wejścia w nią rzeczywiście. Jedynie historia opowiadana z pozycji jednostki jest dla mnie ważna i jako taka będzie mnie fascynować. Osobiście straciłam serce do historii. Stałam się dobrym archiwistą z poczuciem wewnętrznej porażki. Czy tego chciałam ?

Nie

Chciałam zostać tancerką, piosenkarką, strażakiem, projektantką mody, modelką, opiekunką osób starszych, podróżnikiem, fotografem, organizatorem koncertów, managerem gwiazd, psychologiem, przedszkolanką … nie chciałam być historykiem-archiwistą.

Jeszcze kilka miesięcy temu powiedziałabym sobie, że nawet jeśli tego nie chciałam to przeszłości nie zmienię, że mam lepiej niż miliony ludzi, że narzekanie w mojej sytuacji , kiedy rynek pracy jest tak trudny, na świecie wojny i kryzysy , że moje narzekanie jest niemoralne i te pe…Przeszłości nie zmienię, odpowiadam sobie dziś, ale przyszłości nie znamy, ale za to mamy na nią bezpośredni wpływ!

Teraz wiem, że to co mówili inni to jakieś bzdury, którymi nie powinnam się przejmować. Teraz to wiem.

Chce mieć wpływ na moją przyszłość.  Ufam wiedzy. Ufam sobie w wyborze tej wiedzy. Jestem gotowa przyjąć sukces, jestem gotowa przyjąć porażkę. Na nic już nie czekam, po prostu potrzebuję więcej wiedzy  by pewnie postawić następny krok.

Chcę żyć tak, jakby może życie od tego zależało!

Reklamy

2 uwagi do wpisu “#4 nauka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s