#9 Modlitwa

Nie jestem wyznawczynią żadnej religii, choć formalnie nadal jestem katoliczką. W żadnym stopniu nie jest to dla mnie problematyczne. Gdy jest potrzeba, bym uczestniczyła w jakimś wydarzeniu religijnym, nie robię  wymówek lecz staram się być tam gdzie mnie potrzebują i staram się dawać wsparcie w zależności od okoliczności. Nie mam potrzeby dokonania apostazji, a  formalny związek z religią jest dla mnie ciągle bardzo abstrakcyjny. Jest mi obojętne co zrobią z moim ciałem po śmierci, preferowałabym jednak nie stawianie mi mogił, a najlepiej by poddano je recyclingowi. Świąt katolickich nie „obchodzę”, ale nie jestem zamknięta na rodzinne tradycje. Jestem otwarta i zaciekawiona tradycjami innych religii.

Nawet przez chwilę nie zastanawiałam się czy ochrzcić córkę. Dlaczego miałabym za nią o tym decydować, przecież to nie jest moja sprawa, tylko jej! Nie czuję się ani agnostykiem ani  ateistą. W ogóle nie wnikam w terminologie, nie potrzebuję się w tym temacie ani określać ani nazywać. Nie widzę również powodu dla którego miałabym być przeciwniczką jakiejś religii, negować czyjeś wierzenia czy rytuały. Temat wiary jest dla mnie trudny do pojęcia, nie jestem go w stanie do końca zrozumieć, więc zostawiam go dla przyszłej siebie – zakładam mądrzejszej, może wtedy będę potrafiła jaśniej wyrazić myśli w tym temacie.

Religie pociągają mnie ze względu na pozytywny przekaz w nich zawarty, na banalne mądrości których jestem fanką oraz ze względu na budynki, świątynie, które mają niesamowity klimat i zapach. Kościoły są znakomitymi miejscami, często mnie zachwycają, mają w sobie mistycyzm, który porównać mogę jedynie do starych bibliotek czy archiwów. Jednak żadna forma duchowości, tym bardziej  która przybiera złote szaty nie jest w stanie mnie przekonać. Nigdy nie uwierzyłam. Lubiłam za to historie zawarte w biblii bo są fascynujące i dają do myślenia.  Na ten przykład dopiero niedawno zrozumiałam treść słów prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne niż bogaty przekroczy bramy raju, które mówią o tym, że pieniądze szczęścia nie dają, a nie jak mi się zdawało, że bogactwo wyklucza bycie dobrym człowiekiem (sic!). Kiedyś próbowałam przeczytać biblię, ale nie udało mi się. Może spróbuję po raz kolejny?

Jest jednak jeden rytuał, który powtarza się w religiach i jest określany mianem modlitwy, kontemplacji, medytacji i jest mi on bardzo bliski. Już kilka lat temu doceniłam jej wielką wartość, lecz dopiero gdy na świecie pojawiła się moja córka byłam w stanie w pełni z niej skorzystać. Moja modlitwa odbywa się bez rytuałów i jest skierowana do wewnątrz czyli do mnie. Nie modlę się do kogoś/czegoś, tylko modlę się do siebie. Nie jest to efekt przerośniętego ego (mam nadzieję), lecz racjonalnej rozmowy/relacji samej ze sobą (mam nadzieję ;)). Wypowiadam w myślach swoje lęki, obawy i grzechy, opowiadam swój dzień, a na koniec …wybaczam sobie WSZYSTKO. Gdyby nie moje codzienne modlitwy, pewnie nie utrzymywałabym wystarczająco dobrej stabilności osobistego szczęścia. Jestem szczęśliwa, bo taką decyzję podjęłam i się jej trzymam. Czasem pracuję nad tym mocniej czasem mniej, ale na pewno jestem szczęśliwym szczęściarzem 🙂

Codziennie popełniam mnóstwo błędów, nie potrafię się skupić, robię coś bezmyślnie i jest mi z tym trudno. Kiedy wyrażę to w  słowach, które kieruje do siebie, obciążająca moc moich uczynków słabnie. Czasem czuję jakiś ciężar, który nie pozwala mi odetchnąć pełną piersią i najczęściej przyczyna tkwi w tym, że nie wybaczyłam sobie czegoś co już się stało. Modlitwa nie ma na celu usprawiedliwienia czy zapomnienia. Rozmowa ta pozwala na uwolnienie ciemnej strony mocy, oswojenie się z nią i postawienie następnego kroku. Pozwala być wystarczająco dobrą.

Pamiętam doskonale moment w moim życiu, gdy wybiegłam z kościoła po pierwszej spowiedzi. To był moment w którym zdawało mi się, że unoszę się nad ziemią. Wtedy wydawało mi się, że Bóg odpuścił mi grzechy, teraz wiem, że to ja sama je sobie odpuściłam. Wypowiedzenie ich było dla mnie bardzo krępujące, stresujące i sam moment spowiedzi przed księdzem był dla mnie trudny do zrozumienia. Powtórzyłam to jeszcze zaledwie kilka razy w życiu i za każdym razem miałam wrażenie, że robię to źle, że musi być inny sposób by to poczuć. Nie potrzebuję pośredników w postaci księży czy boga by móc powiedzieć coś sobie w zaufaniu, zrozumieć trudne sytuacje czy ostatecznie pozwolić sobie na odpuszczenie.

Mój stosunek do religii nie sprawia, że czuję się mniej uduchowiona. Wręcz przeciwnie, uważam się za osobę mocno uduchowioną, czuję, że poza naszymi mózgami i sercami mamy również pewien rodzaj świadomości, który jest niejako wypadkową tych dwóch atrybutów naszego człowieczeństwa. Nie jest to kwestia wiary, tylko mojej świadomości tego oraz wyboru jakiego dokonałam. Zdecydowałam, że mam duszę. Jeśli twierdzisz, że nie masz duszy, to znaczy, że jej nie masz. Dla mnie to takie proste.

Najzabawniejsze są momenty, gdy docierają do mnie rozmowy, argumenty na temat wiary próbujące przekonywać do jedynej słusznej drogi. Przestaje być zabawne, gdy ktoś do tych celów używa przemocy. Ostatnie wydarzenia na świecie i zakończone wczoraj święta wielkanocne skłoniły mnie do poruszenia tego tematu. Ludzie nie przestają mnie zaskakiwać w kwestii wiary. Dziwi mnie sposób jej wyrażania i traktowania. Nie chcę jednak się do tego mieszać, bo to nie jest moja sprawa. Moją sprawą jest moja modlitwa. Amen

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s