#2 Działanie

Zmiany, które kreuję w umyśle, wizualizacje, które wyświetlam sobie przed snem oraz chęci zaprowadzą mnie do samoakceptacji, a później jeśli się uda do satysfakcji. Nie doczekam tego jednak, jeśli nie podejmę działania. Zapewne wiele rzeczy w moim życiu dzieje się, ponieważ tak właśnie miało być i dzieje się to w odpowiednim dla mnie czasie ( bla bla bla)… Czasem padam ofiarą sytuacji, na które nie mam wpływu, ale są też takie, dzięki którym zdarza się coś niewiarygodnego! Wystarczająco dobrze czuję się jednak wtedy, gdy to, na co realnie mam wpływ rzeczywiście jest pod moją kontrolą. (więcej…)

#1 Inspiracje

 

Jest co najmniej kilka osób, które poprzez swoją działalność w sieci , swoją osobowość oraz sposób kreacji wpłynęły na to, że ta strona powstaje. W następnych postach na pewno znajdą swoje zaszczytne miejsce. Jednak pierwszą osobą, której zawdzięczam to, że w ogóle pomyślałam o zmianach, jest moja córka, Majka. Tak, wiem… czuć banałem na odległość, szczególnie dla osób, które nie mają dzieci. Nie sposób jednak tego banału obejść, choć postaram się, by ten wpis nie wiał nudą, ckliwością oraz przesadnym uwielbieniem.

Oczywiście, że moja córka jest najwspanialszą osobą pod słońcem i kocham ją miłością bezgraniczną. Jest moją największą inspiracją. Staram się jej nieba uchylić…Chciałabym jednak dzisiaj nie pisać o niej, lecz opowiedzieć o tym, co ta mała niespełna trzyletnia istota podarowała mi.

Zapewne jak każdy rodzić chcę by latorośl wyrosła na wspaniałego człowieka. Nie znam rodziców, którzy chcieliby dla swojego dziecka życia przeciętnego, banalnego, bez szczęścia wewnętrznego oraz bogatych kontaktów z wartościowymi ludźmi. Wiadomo, każdy chciałby stworzyć idyllę w której centralnym obiektem będzie właśnie Ona/On/Oni. Przygotowując się do przyjścia na świat mojej pierworodnej wiedziałam już, że chcę być świadomą mamą, nie stawiać wszystkiego na kartę co będzie to będzie….bo niby dlaczego miałabym z tego rezygnować? Spontaniczność…ok, jak chcesz jechać na Teneryfę, lub kupić nowe buty (oczywiście, że są potrzebne, co za pytanie!) to spontaniczność jest nawet czasem wskazana. Szukałam więc rozwiązań, które mogły by mi w tym pomóc. Zagłębiłam się w Rodzicielstwo Bliskości,  Porozumienie Bez Przemocy oraz szeroko rozumianą więź i ekologiczne podejście do świata. Sięgając po kolejne książki, nabierałam przekonania, że jest to droga, którą chciałabym podążać. Jest w tym coś tak pierwotnego, prawdziwego, że nie potrafię już inaczej patrzeć na dzieci…ale również na wszystkich innych. Ciąża zmienia moją strukturę mózgu, zmieniła również strukturę mojego pojmowania świata oraz ludzi. Jest to temat tak szeroki, że pozwolę sobie pozostawić go na odrębny wpis.

Do rzeczy. Chciałabym być dla niej przykładem. Tak po prostu. Jestem jej lustrem teraz i przez następnych kilka lat. Jaki obraz chcę by widziała, co naśladowała? No właśnie. Nie ma dla mnie większej mocy niż powtarzalność moich gestów w jej małym ciele. Nie ma większej siły niż moje słowa powtarzane przez nią. Czy istnieje większa motywacja? Nie sposób tego nie docenić, jak ogromny mamy wpływ, z którego czasem nieświadomie rezygnujemy. Co gorsza powtarzamy błędy pokoleń, które należałoby po prostu przerwać. Moja satysfakcja, która zapewne przyjdzie z czasem, będzie wspaniałym dodatkiem do nowej jakości życia. Bo tu proszę Państwa nie chodzi o drastyczne zmiany wywracające życie do góry nogami, tylko o samoakceptację oraz wyższą jakość życia na co dzień ( i nie chodzi wyższy standard w sensie materialnym). O tym jak wystarczająco dobrze poprawić sobie jakość życia napiszę niebawem. Każdy, kto choć trochę próbuje zrozumieć swoje dziecię wie, że to nie jest łatwe, szczególnie jeśli ma się masę nawyków i przyzwyczajeń…etc…(z których sobie nawet nie zdajemy sprawy)…ale da się! Serio.Wpis zamykam klamrą kolejnego banału. Trzeba tylko chcieć.

Uda się !

 

Wbrew najnowszym mainstreamowym trendom psychologii/motywacji/coachingu etc., które bombardują nas  hasłami sukcesu, samospełnienia i dążenia do doskonałości ze spiętymi pośladami, postanowiłam nie być najlepszą wersją siebie, ideałem, ale wystarczająco dobrą wersją siebie. Taką, którą będę mogła zaakceptować, której nie będę się wstydzić. Nie będę udawać kogoś innego bez ciągnących się jak smród po gaciach wrzutów sumienia, że jednak nie jestem najlepszą wersją siebie. Nie ukrywam, że trafiają do mnie wszelkie hasła typu KAŻDY MOŻE, bo w to wierzę. (chociaż bardziej trafia do mnie hasło każdy orze jak może, lub każdy orzeł jak morze…) Nie każdemu jednak się chce! A mnie się zachciało. Powiem piękniejzamarzyło :)))*

 

Przeczytałam cały internet w szerz i wzdłuż (no dobra, nie cały), szukając motywacji oraz inspiracji. Znikałam na całe godziny słuchając podcastów ludzi sukcesu, wertując blogi, strony internetowe, artykuły…i zawsze na końcu jednak trafiałam na pudelka (damn! to jedno z moich noworocznych postanowień – nie wchodź tam, to złooo)… Jednakże w gąszczu informacji, które czasami sprawiały, że zastanawiałam się jak to jest, jak udało mi się przeżyć bez tej supertajnej wiedzy???…odnalazłam siebie! Hurra! Witaj w domu Kasieńko 🙂

O czym będzie ten blog? O mnie. Nie jestem psychologiem/coachem/mentorem (ale kto wie, może będę jak tylko będę chciała – ochooo to działaaaa!!!! ;))  Jestem zwykła, przeciętna, nieśmiało rzeknę pretenduje do miana normalnej. Mieszkam w małym mieście, jestem po trzydziestce, mam małe dziecko, etat w budżetówce i wszystko to co nazywa się normalnym życiem.

Powiem Ci coś. Mnie Ci wszyscy psychologowie strasznie stresują, że oni tacy mądrzy, że mnie od podszewki znają,  a ja nawet nie potrafię odpowiedzieć na jedno zdawało by się fundamentalne pytanie: jaki masz cel w życiu? Przeżyć! Przewracają oczami i mówią uhmmm. No stres na maksa!

Pewnie wielu osobom ten blog się nie spodoba, możliwe, że zostanę obrzucona skapslokowanym wyrazem, albo jeszcze gorzej-wyrażeniem! (o matuchno, to straszne)…Możliwe też, że blog trafi do kogoś, komu spodoba się to co robię i piszę.

Najgorsze co może się zdarzyć to, że mi się nie UDA (uda się, uda się, uda się …)

Najlepsze co może się wydarzyć to, że będę wystarczająco dobrą wersją samej siebie. Czego sobie i Państwu życzę!

ps. Początek roku jest zawsze dla mnie wyjątkowy. Jak co roku w styczniu mam pełną głowę zawaloną pomysłami, postanowieniami, obietnicami i zakazami. Jest to piękny czas, bo wyobrażenia o MNIE, jako osobie, która jest w stanie tego wszystkiego dokonać, napełnia mnie nadzieją, że rzeczywiście tak może być! Postanowiłam jednak, że w tym roku będzie inaczej i nie skończy się jedynie na postanowieniach.  Co roku zazwyczaj udawało mi się  rzucić palenie…cholerka, nie brzmi to dobrze…;) Najwidoczniej wybierałam metody, które u mnie nie działają. Czas zaczerpnąć wiedzę.

Parafrazując klasyka, jak oni mogą to my też możemy !

Rok 2016 witam z hasłem DZIAŁAM!!!

pokaż proszę, że dotrwałeś/łaś aż do tego momentu zostawiając komentarz…chociażby jedno słowo…np….kopytko!

W następnych postach przedstawię swoje inspiracje oraz to co już zrobiłam, co mam zamiar zrobić, a co sobie odpuszczam (na razie). Najprawdopodobniej jednak blog potoczy się w swoją własną/moją stronę i wszelkie przewidywania mogę włożyć między bajki 🙂

To na razie

*nie potrafię znaleźć emotki serduszko- liczę na Twoją wyobraźnię 🙂